![]() |
Bertrand Russell
|
|
Dziura na dziurze Odnotować muszę, że po tej strasznej zimie, którą tu mieliśmy w tym roku, i w porywach nadal mamy - nie dalej jak tego ranka jechałam do pracy dwie godziny, ponieważ prószy śnieżek - otóż po tej strasznej zimie, w porywach do -7 w nocy, zrobiły nam się straszliwe dziury w jezdniach. Wcale nie lepsze niż ongiś we Wrocławiu, i trzeba znać ich topografię, aby umiejętnie omijać. A odnotowuję to skrzętnie, ponieważ kiedyś przeczytałam, że w Polsce używa się gorszego asfaltu i dlatego robią się dziury po zimie, tymczasem na Zachodzie asfalt jest lepszy i dziur tam nie ma. Źródło było poważne, więc uwierzyłam na słowo, a jednak nie. Przynajmniej w mojej części Zachodu asfalt jest wyraźnie taki sam i wystarczy mu trochę mrozku, żeby popękał dramatycznie. Dla porządku muszę też jednak dodać, że jechałam tydzień temu A14 i ona była gładka jak stół, co trochę mnie zmartwiło, gdy porównałam z wiecznie remontowanym odcinkiem A4 Katowice-Kraków. Ale może to tylko kwestia nabycia wprawy w budowaniu autostrad.
(
10:41:15)
Kawałek blaszanego bębenka "Ilekroć stawałem lub zgoła przykucałem u stóp wieży Eiffla, ale bez Roswity, samotnie, pod śmiało wygiętym początkiem metalowej konstrukcji, owo sklepienie umożliwiające wprawdzie widok, ale jednak zamknięte, stawało się dla mnie osłaniającą wszsytko kopułą mojej babki Anny: siedząc pod wieżą Eiffla siedziałem pod jej czterema spódnicami. Pole Marsowe zamieniało mi się w kaszubskie kartofliska, paryski październikowy deszcz spadał ukośnie i niestrudzenie między Bysewem a Rębiechowem, cały Paryż, łącznie z metrem, zalatywał w takie dni lekko zjełczałym masłem (...)" "Blaszany bębenek" Przepadło. Już nigdy nie przejdę pod wieżą Eiffla bez myśli o tym kawałku....
(
21:43:00)
Łańcuszek o książkach Wezmę sobie dobrowolnie łańcuszek od Stardust, bo wyjątkowo pasują mi pytania. 1. Książka, która zapadła w Ciebie w dzieciństwie: czym i dlaczego? "Winnetou" Karola Maya. Nie mam pojęcia dlaczego, miałam 6 lat. Była egzotyczna i romantyczna. Zaczytywałam się wszelkimi baśniami, w tym Andersenem. Poza tym Nienacki o Panu Samochodziku, Niziurski, Mariana Brandysa "Śladami Stasia i Nel", oczywiście "Ania z Zielonego Wzgórza", "Mała księżniczka" i "Dzieci z Bullerbyn", "Mary Poppins", Broszkiewicz, "Księga dżungli" (to tam znalazłam słowo "zgruchotać", które potem mi się koszmarnie śniło i ten sen pamiętam do dziś), "Łowcy wilków" Curwooda, "Hobbit" Tolkiena w wieku lat 9 - "Władcę pierścieni" przeczytałam dopiero mając 12, wtedy też zabrałam się za Lema. Wszystko czytane po kilka(naście) razy i pamiętane do dziś. Do "Alicji w krainie czarów" żywiłam natomiast mieszane uczucia. Pamiętam też "Anielkę", która była lekturą, ale to nie jest szczególnie miłe wspomnienie. 2. Do czego wracasz, kiedy tego potrzebujesz? Dlaczego? Te, które czytałam już kilka(naście) razy i jeszcze na pewno przeczytam, to: "Sto lat samotności", zwłaszcza wczesną wiosną. "Paragraf 22". Wiersze Herberta. Lem, zwłaszcza "Powrót z gwiazd", który fragmentami znam na pamięć. "Mistrz i Małgorzata", "Hamlet", dramaty Becketta i "Znaczy kapitan". "Zima naszej goryczy" Steinbecka. "Lesio", "Lolita" w tłumaczeniu Stillera (odwodnik, przepraszam). "Gateway" Pohla (ikar, i jak weszło?). "Tablica z Macondo" Barańczaka. Aktualnie czytam ponownie po wielu latach "Blaszany bębenek". Poza tym jest jeszcze bardzo obszerna kategoria "te, które czytałam raz czy dwa, ale jeszcze do nich na pewno kiedyś wrócę". Dlaczego? Bo są piękne i tak napisane, że nie mogą się znudzić chyba nigdy. 3. Książka, która kojarzy Ci się z Twoim życiem? "Powrót z gwiazd" - za odnajdywanie siebie w obcym świecie.
(
11:48:11)
Bankowo Mój całkiem świeżo nabyty doradca bankowy w całkiem nowym banku kończył mi właśnie objaśniać zawiłości w tym momencie otwieranego konta. - I ma pani limit ...€ w ciągu miesiąca na zakupy robione kartą kredytową - dodał. - A miesiąc to jest od 1 do 31, czy może 30 kolejnych dni? - uściśliłam pytająco, i zobaczyłam jak tamtemu całkiem dosłownie opada szczęka. - Jest pani pierwszą osobą - oznajmił uroczyście - która mi zadała to pytanie, zanim zdążyłem sam to wyjaśnić... Aha. Zastanawiam się, czy nie dałoby się tu otworzyć banku. To zdaje się może być niezły biznes.
(
12:08:22)
Wpływ przypadku na nasze życie W dniu swoich urodzin w samolocie linii Wizzair (zaskakująco przyzwoita linia, oraz okazało się że małe lotniska są czymś, co jestem w stanie znieść. Chociaż na lot powrotny oczywiście dostał mi się samolot z nierozkładającymi się siedzeniami, a naiwnie myślałam, że jeszcze się zdrzemnę o tej 6 rano) doszłam do wniosku, że największy wpływ na moje obecne życie miał nieświadomie znajomy, o którym w ogóle nie wiem, czy jeszcze tu zagląda. W każdym razie to przez niego zaczęłam w ogóle pisać bloga (on wtedy pisał jako Dzikie Wino), przez niego również dostałam pierwszą pracę we Francji i zdecydowałam się na wyjazd. Gdyby nie on, kto wie gdzie bym dziś była, choć oczywiście istnieje też teoria mówiąca, że i tak by do tego doszło w taki czy inny sposób. Nie jestem pewna, w którą wolę wierzyć, i czy w ogóle muszę wybierać.
(
16:53:35)
Szczęściarą jestem Nie pierwszy już raz stwierdzam, że mam jakieś niezasłużone szczęście do ludzi, ale tym razem to był szczyt szczytów. Widziałam kawałek Gdańska, który już zawsze będzie mi się chyba kojarzył ze zwałami śniegu i przepiękną zimą, a Długi Targ z niejasnych przyczyn przypomina mi Pragę (czeską). Zakochałam się trochę w czerwonoceglanej Hali Targowej, Dworcu Głównym (do tej pory myślałam, że wrocławski jest najpiękniejszy w Polsce, na szczęście są różne) i Ratuszu Starego Miasta, który ma absurdalną wieżyczkę wyglądającą jak doklejona do reszty, tymczasem to w całości szesnastowieczny manieryzm niderlandzki. Pierwszy raz w życiu byłam w zimie na plaży skrzętnie przykrytej śniegiem i lodem. I pierwszy raz od dobrych kilkunastu lat bezczelnie zażądałam dolewki zupy, a konkretnie to krupniku. Miłosiernie nie będę ciągnąć tematu jedzenia, napomknę tylko, że świeże smażone śledzie to jest niebo w gębie (i wcale nie smakują jak śledź), a nalewka z pigwy będzie mi się już do końca życia śniła po nocach. Pasta makrelowa na razie nie będzie, bo mam jej zapas w walizce. Miałam piękne, cudowne, niespodziankowe i niezapomniane urodziny. Z tortem i świeczkami. I mam "Blaszany bębenek", o. Kto mi zazdrości?
(
14:59:29)
Na scenę wkracza Thelma Jak sobie policzyłam, w mojej karierze kierowcy miałam przelotne romanse z 12 autami, w czym znalazły się takie cuda jak Renault Express oraz niewiele ode mnie młodszy Golf 1 z automatyczną skrzynią biegów. Najwygodniejsza była zdecydowanie Toyota Avensis, którą właściciel określił mianem auta dla emerytów, a ja optowałam za kołyską na kółkach. Nigdy nie prowadziłam poloneza ani malucha i nie wiem czy mam czego żałować. Natomiast dłuższe związki miałam do tej pory z trzema samochodami, i wbrew popularnemu powiedzeniu wszystkie były na "f" (Fabia, Ford i Folkswagen). A to tytułem wprowadzenia, bo oto pragnę Państwu oficjalnie przedstawić niejaką Thelmę Yarisewnę, nabytą przeze mnie wczoraj wieczorem (to w tym właśnie celu dwie notki wcześniej potrzebowałam gotówki, a ostatecznie przyjęto ode mnie chèque de banque). Zdecydowanie nie jest na "f", oraz jest to auto dla kobiet w dużych kapeluszach, więc jakiś muszę sobie szybko nabyć, bo inaczej będę miała poczucie, że bezsensownie marnuje mi się straszna ilość powietrza nad głową. Ewentualnie będę jeździć z parasolką przeciwsłoneczną. Kiedy zobaczyłam ją stojącą w rządku na parkingu, wybuchnęłam śmiechem stwierdzając "ależ ona jest o pół metra wyższa od wszystkich pozostałych aut!" Przejechałyśmy razem jakieś 70 km, na zakrętach nie czułam się jeszcze zbyt pewnie, oraz o ciężki szok przyprawiał mnie całkowity brak informacji o prędkości na wprost (prędkościomierz i inne takie umieszczone są na desce rozdzielczej centralnie). Mam jednak przeczucie, że to może być początek pięknej przyjaźni, i oby.
(
13:36:26)
Między Etoile a Concorde Z cyklu "wiadomości, bez których nie da się żyć". Poranne radio podało dziś, że na pierwszym miejscu listy najbardziej kradzionych we Francji samochodów jest Renault Twingo 1. Zaraz za nim Smart. Na części. A na trzecim miejscu Audi Q7, to już chyba nie na części. Natomiast gdyby chcieli mieć Państwo dużo pewności, że auta nikt tu nie ukradnie, to należy się zaopatrzyć w Fiata 500, Seata Leona lub Peugeota 407. Skoro już tak samochodowo zaczęłam, to pochwalę się, że wczoraj w godzinach szczytu przejechałam po raz pierwszy w życiu SAMA osobiście przez Place de l'Etoile, czyli straszliwe rondo pod Łukiem Triumfalnym. Obiecywałam wprawdzie uprzednio, że jak już do tego kiedyś dojdzie, to zamknę oczy, ale ostatecznie chyba z wrażenia zapomniałam o obietnicy. Późniejsze wyjechanie przez plac Concorde nie stanowiło już żadnego wyzwania, miałam więc czas, żeby się dziwować do woli - jak to możliwe, że oto jadę tak sobie przez to piękne miasto, całkiem jakbym tu należała. A między Etoile i Concorde byłam w "Boeuf sur le Toit" ("Wół na dachu"). Niezwykle piękny wystrój sali (restauracja istnieje w tym miejscu od 1941, a w ogóle powstała w 1922 i najpierw była znanym kabaretem, gdzie namiętnie w czasach międzywojennych bywali Jean Marais i Jean Cocteau), jedzenie dobre, i straszliwie zblazowany barman. Przy okazji pierwszy raz widziałam płonący crême brulée, i nawet może bym taki zjadła (choć raczej już po zgaśnięciu), ale nic już mi się w żołądku nie mieściło.
(
09:32:39)
Bank albo bąk Już niby od paru lat wiem, na co ich stać, ale zirytowałam się wczoraj tak, jak jeszcze nigdy. Poszło o wydobycie pieniędzy (MOICH pieniędzy) z banku. Oczywiście z bankomatu większej kwoty (mówimy o paru tysiącach, żeby nie było wątpliwości) się wyjąć nie da, bo limit. Ale na ogół dają gotówkę, jak się pójdzie. To poszłam. I dowiedziałam się, że ależ to nie jest MOJA AGENCJA i mogę dostać najwyżej 800 €. W mojej agencji mogę dostać więcej, o ile wcześniej uprzedzę. Zapytalam w takim razie o chèque de banque, czek bankowy, czort wie jak to się nazywa po polsku i czy w ogóle istnieje, chodzi w każdym razie o taki potwierdzony przez bank i gwarantujący odbiorcy realizację. Jasne, można zrobić - TYLKO W MOJEJ AGENCJI. Moja agencja jest w moim miejscu zamieszkania, w godzinach jej otwarcia raczej pracuję (dziwne, nieprawdaż) i tak się składa, że 20 km dalej, bo taką miałam niespotykaną fantazję. Ale to jeszcze nic. Wróciłam z niczym, lecz optymistycznie zabrałam się za dzwonienie, zeby w MOJEJ agencji zamówić odpowiednią kwotę na za dwa dni. I co się okazało, jak już się po drobnej godzince dodzwoniłam? Oczywiście - że zamówić przez telefon NIE MOŻNA. Mam iść i zamówić pieniądze osobiście, a potem udać się po odbiór osobiście. Wyjaśnienie, że ktoś w tym kraju musi jednak pracować, a nie w kółko latać do agencji, nie znalazło zrozumienia. Ale byłam dzielna i panowanie nad sobą straciłam dopiero wtedy, kiedy panienka z telefonu impertynencko oznajmiła "c'est pour votre securité", "to dla pani bezpieczeństwa". Mam wrażenie, że wyjaśniłam jej dokładnie, gdzie może sobie włożyć wszelkie bezpieczeństwo, tylko nie jestem pewna, w jakim języku. Pieniądze na moim koncie są w każdym razie z pewnością bezpieczne, skoro nawet ja nie jestem w stanie ich wydostać. Zazdrościcie mi tego komfortu, prawda?
(
10:49:29)
Zamek z piasku Larssona trzeci tom oczywiście musiałam przeczytać, chociaż po pierwszych dwóch miałam już 99% pewności, że to czas stracony, ale zawsze zostaje ten dręczący 1% wątpliwości. Jeśli ktoś będzie musiał jak ja, to niech zacznie od strony 380, gdzie Lisbeth dostaje laptopa przemyconego do szpitala, bo wtedy coś przynajmniej zaczyna się dziać, ale i to bez specjalnego przekonania. Jedynym niezłym i przekonującym kawałkiem na tych chyba 800 stronach jest sądowa obrona Lisbeth przez Annikę, ale to naprawdę nie wystarczy na powieść. Dobra - ja mogę się zgodzić, że gdyby dokonać porządnych skrótów, to mogłoby być niezłe czytadło, cała ta seria. Ale w obecnej formie nie jestem w stanie pojąć, czym zachwycają się ludzie, którzy z wypiekami na twarzy czytają dziesięć stron typu "wstała o 5:35. Poszła do łazienki. Umyła zęby. Zjadła śniadanie składające się z białego chleba, plastra bekonu, i czarnej kawy. Włożyla strój do biegania. Przebiegła 9 kilometrów słuchając w tym czasie muzyki na swoim odtwarzaczu mp3. Wróciła do domu. Wzięła prysznic mydląc sobie plecy gąbką kupioną w Ikei siedem miesięcy wcześniej. Włożyła czarne spodnie, czerwony żakiet i białą bluzkę. Pojechała do redakcji. Tam spotkała Ygreka, z którym rozmawiała 30 minut". I niech mi kto teraz ośmieli się powiedzieć, że zdecydowana WIĘKSZOŚĆ narracji Larssona tak nie wygląda. Wyzwę na ubitą ziemię. A w dodatku ja doskonale wiem, dlaczego on uporczywie podaje te wszystkie upierdliwe, nużące, męczące, do niczego niepotrzebne szczegóły. Przejrzałam go. Mianowicie - żeby uprawdopodobnić resztę tej naciąganej fabuły, która ogołocona z tego wszystkiego wyglądałaby całkiem idiotycznie i nikt przy zdrowych zmysłach nie mógłby się nią zachwycać. Istnieje też możliwość, że to rodzaj zbiorowej hipnozy, na którą tylko ja jestem odporna. Mogę w ogóle pojąć, że robi się marketing komuś w rodzaju Rowling, która może się stać kurą znoszącą złote jajka. Ale dlaczego wydawcy w licznych krajach zdecydowali się robić taki hałas wokół książek faceta, który już nie żyje, pozostaje dla mnie całkowitą zagadką. Chyba że za pół roku okaże się, że na laptopie Larssona cudem odnalazły się kolejne cztery części Millennium...
(
10:29:34)
|
Jak żyć? Żyć czy mieć? Motto na całe życie RSS
Wawrzyniec 2.0 Prunnella Listopad A kocica Warszawski spleen Odwodnik Tuv Vestigia i Syn Malutka Laura Kamenari Wężon Towary mieszane Idiomka Sirenqua Kwoka w dolinie Paradowska Pierwszy rok Kolorowa Małgośka Helena Radziecki i Syn Mignona Aptekarka i Syn Szyper Ptasia grypa Trochę jedzenia Mama grzdyla Thea niejadek Laska Bąkowa mama Matka Polka Świat teściowej Gogenzola Żona doskonała Uczy polskiego Lumpiata Zimno i Troje Ola Hania Barbarella Zupka Prasa zagraniczna Amerykanka w Polsce Dora2 Stardust Ukraina BuenosAires Nowojorskie gadanie Emigracyjny Aga emigrantka Z Kalifornii na żywo Thernity Sistermoon Dudla Pożółkłe kartki Tillsammans Żydóweczka w Nowym Świecie Maraska Issue Passentówna Femme Żydóweczka Józefina Wawrzyniec P. Snafu Dzieci Thei Khem Boi się pająków Shent Działa, nie działa Matylda Stara panna 100% Matka jego dziecka Cashew Obrażeni Magazyny ilustrowane Pokropka Submachiny Pumba i Tymon Krysie: reaktywacja Kotecki Ouverture Facile Inne kotecki Aaaby-sprzedac Krysia i inne Killer sudoku Garfield User Friendly Dilbert
|